W jaki sposób wybieramy właściwe tłumaczenia podpowiadane nam przez mózg? Przedstawiamy serię siedmiu kroków pomocnych w tym zadaniu.
Pierwszym obowiązkiem tłumacza jest przekazanie treści oryginału. Czy to nam się podoba czy nie, czytelnik zainteresowany jest tym, co miał do przekazania autor, a nie tym co myślimy my. Wszyscy wiemy, że tłumaczenie wiąże się z przeinaczeniami, że tłumaczenie zawsze dodaje coś do oryginału i coś mu ujmuje. Dobry, profesjonalny tłumacz powinien minimalizować przeinaczenia, mimo że co innego sugerowane jest przez wielu uczonych akademickich.
Poprawiać, czy nie poprawiać – oto jest pytanie. Niewiele złego jest w łataniu kiepsko napisanego tekstu i, szczerze, osobiście kilkakrotnie nam już się to zdarzało. Przekształcanie całości tekstu jest jednak złym wyjściem.
Najważniejszy jest tutaj komunikat, a nie treść. Jeśli oryginalny tekst przesycony jest rasistowskimi uprzedzeniami, taka charakterystyka musi być również odzwierciedlona w tłumaczeniu. Spłycanie tekstu by uczynić go bardziej przyjaznym jest oczywistym kłamstwem. To, co napisał autor może być stekiem bzdur, jednak jakiekolwiek by one nie były są jego autorstwem, a czytelnicy mają prawo wiedzieć i wyciągać z tego własne wnioski.
To samo dotyczy naszego koleżanki, która wykreśliła kilka zdań z tłumaczenia instrukcji obsługi tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzała. Może powinna spróbować napisać własną wersję tej instrukcji?
Dwuznaczność jest naszym wrogiem. Pierwsze prawo Murphy’ego dotyczące tłumaczeń mówi, że jeśli dana fraza może być zrozumiana na dwa różne sposoby, czytelnicy (w tym edytorzy i profesjonalni krytycy) zawsze interpretować ją będą w sposób który uczyni całe zdanie niezrozumiałym.
Kiedyś, wiele lat temu, Danilo był początkującym tłumaczem, a jego redaktor znalazł frazę która go nie przekonała i „poprawił” ją. Dzięki temu, redaktor całkowicie zmienił znaczenie. Danilo był wściekły, lecz w gruncie rzeczy wina była po jego stronie, gdyż owa fraza była dwuznaczna i pozwalała na dwie interpretacje – redaktor, jak to opisał Murphy, podążył niewłaściwą ścieżką i błędnie poprawił tekst tłumacza. Bardzo możliwe, że wielu czytelników pomyślało by tak samo.
Na szczęście, pomyłka została wykryta i na czas poprawiona dzięki czemu uniknięto dalszych konsekwencji, oprócz uczynienia Danilo bardziej wyczulonym na dwuznaczność.
Ponieważ naszą pracą jest przekazywanie informacji cudzego autorstwa jak najdokładniej, jedynym powodem dla stosowania dwuznaczności jest fakt jej występowania w tekście źródłowym – zadaniu o wiele trudniejszym niż wielu z nas zdaje sobie sprawę.
To dość złożone posunięcie. Kiedy pierwsza wersja niniejszego artykułu została opublikowana na blogu jednego z autorów, właśnie ten punkt wzbudził największe kontrowersje. Czytelnicy twierdzili, że wszystkie tłumaczenia powinny być poprawne gramatycznie. Zgadzamy się, do pewnego stopnia tak jest. W niektórych przypadkach, gramatycznie poprawne teksty będą stanowiły zaprzeczenie dla kroku pierwszego tego artykułu, gdyż nie będą w pełni oddawały komunikatu tekstu źródłowego. Najczęściej będą to teksty literackie, gdzie przekraczanie norm gramatycznych może być sposobem przekazania danego komunikatu. W innych wypadkach, tłumaczenie powinno stosować się do przyjętych reguł gramatycznych.
A więc chodzi nam o to, że dopóki tłumaczenie przekazuje komunikat autora i nie jest dwuznaczne, należy oddać hołd tym, którzy powtarzali, że zdania nie zaczyna się od „a więc”.
Po spełnieniu trzech poprzednich warunków, kolejnym jest to, by tłumaczenie powinno oddawać styl oryginału. Don DeLillo i Ernest Hemingway powinni być tłumaczeni z wykorzystaniem innych stylów, gdyż sami autorzy pisali inaczej. Wśród niektórych wydawców panuje jednak moda na narzucanie pewnego stylu, bliżej znanego jako drakoński. Wynikiem jest perfekcyjnie poprawny i czytelny tekst, który tym samym okazuje się zupełnie płaski, bez smaku i charakteru. Nie ma znaczenia kogo czytasz, styl zawsze pozostaje ten sam.
Określenie, co to znaczy że dany tekst przyjemnie się czyta nie jest łatwe. I bardzo subiektywne. Tekst dla jednych przejrzysty I łatwy w odbiorze może być dla innych ciężkostrawny i nieprzyjemny. Nikt nie mówił, że tłumaczenie należy do nauk ścisłych. Oprócz tych osób, którzy wierzą w potęgę tłumaczeń maszynowych ale to już inna bajka.
Ciężko jest czytać tłumaczenie napisane w mało przystępny sposób, skonstruowane nierówno. Zdajemy sobie sprawę, że niektórzy polecają przygotowywanie tłumaczeń będących ciężkimi w odbiorze, wymierzającymi policzek dla składni tekstu oryginalnego. Szczerze, mamy to wszystko w nosie. Nasi klienci uwielbiają tłumaczenia, które czyta się przyjemnie, dla nas mają one również większą wartość.
Niektórzy postrzegają tłumaczenie jako sposobność do zademonstrowania własnej elokwencji. Uważają za usprawiedliwione stosowanie słów, które mogą zostać znalezione w najobszerniejszych słownikach ich języka – twierdzą, że czytelnik będzie posiadał ten sam słownik pod ręką i nie zawaha się go użyć.
Nie oznacza to, że powinniśmy ograniczać słownictwo do trzech tysięcy najczęściej używanych słów naszego języka. Oznacza to, że niektóre wyrazy pasują do dzieł Emanuela Kanta, a inne do przebojowych ludzi czytających prasę w poczekalniach na lotnisku.
Większość tłumaczy jest zbyt rozwlekłych. Tłumacze skłaniają się do przekładania zwrotów tekstu źródłowego używając dłuższych fraz języka docelowego, często jednak zapominają że długie konstrukcje języka źródłowego mają krótsze odpowiedniki w języku docelowym.
Być może wszyscy z nas powinni odbyć kurs z tworzenia napisów do filmów. Tłumacze napisów do filmów są królami spójnego pisania. Nie mamy na myśli, że każde tłumaczenie ma być zwięzłe jak napisy filmowe, lecz na pewno możemy się z nich wiele nauczyć.
oryginalny artykuł w języku angielskim: http://translationjournal.net/journal/46sevensteps.htm
piątek, 11 grudnia 2009
Czym jest gotowanie: tłumaczenie kulinariów
Tłumaczyłem i uczestniczyłem w redagowaniu wielu książek kucharskich i mimo, że taka praca sprawia wiele radości (oraz zwiększa apetyt zwłaszcza jeśli do przepisów dołączone są fotografie), tłumacz musi mieć na uwadze klika ważnych kwestii. W tym artykule postaram się omówić cztery najważniejsze problemy i ich możliwe rozwiązania.
1) Dostępność składników
Pomimo rosnącej popularności samodzielnego gotowania oraz nowych trendów w doborze przypraw, sprawą oczywistą jest że nie wszystkie składniki dostępne są na całym świecie (w niektórych przypadkach dostępne są za niebagatelne sumy). Kilka lat temu, na przykład, pewne biuro tłumaczeń zaproponowało mi pozycję managera projektu tłumaczenia na język szwedzki dwóch książek kucharskich napisanych w Australii. Oczywiście, przepisy zawierały wiele składników specyficznych dla kuchni australijskiej lub kuchni azjatyckiej – o wiele bliżej Australii niż Szwecji. Niektóre z tych składników były nieobecne na szwedzkim rynku, więc wydawca zasugerował ich zamianę bez jakiejkolwiek informacji dla szwedzkiego czytelnika. Nie mogłem się na to zgodzić. Zamiana może być w niektórych przypadkach odpowiednim rozwiązaniem, lecz jej regularne stosowanie przez całą książkę (kucharską) prowadzi do zmian o wiele większych niż dopuszczalne. Dlatego też moją sugestią było zawarcie oryginalnych składników oraz listy możliwych zamienników. Przypomniałem również wydawcy, że trendy kulinarne zmieniają się tak szybko iż to co kiedyś było dostępne tylko w jednym kraju staje się nagle popularne i tym samym dostępne na całym świecie, a jeśli chcemy by tłumaczenie było aktualne jak najdłużej, musimy o tym fakcie pamiętać. Ostateczne tłumaczenie tych książek zawierało glosariusz wraz z propozycjami zamienników.
Należy jednak nadmienić, że nie wystarczy myślenie w kategoriach: „ten przepis wymaga homara, jednak jest on dość drogi i dość ciężko dostępny, więc zamiast niego wstawię krewetkę”. Podczas tłumaczenia przepisów tłumacz powinien jak najściślej oddawać treść oryginału, a jeśli pojawiają się pomysły na temat zmian, tłumacz zobligowany jest do wytłumaczenia ich powodów. Co więcej, tłumacz lub inna osoba związana z projektem powinna spróbować przyrządzić przepisy w ich oryginalnej formie, jak i wersje ze zmianami aby upewnić się że smak, wygląd, zapach i inne z pozoru nieważne cechy są zachowane.
2) Mięso
Podobnie jak przy pierwszym problemie, rodzaje kawałków mięsa nie zawsze są takie same w różnych krajach. Tłumacze, którzy są “łakomczuchami” lub tłumacze którzy podobnie jak ja nie jedzą mięsa, powinni ten fakt mieć na szczególnym względzie. Porady ekspertów lub odwoływanie się do literatury mogą okazać się dobrym rozwiązaniem. Dzięki wyszukiwarce Google znajdziemy tabele mięs, możemy również zasięgnąć porady szefów kuchni lub innych osób zainteresowanych tematem prosząc o ich radę. Wielu tłumaczy nie chce prosić o pomoc, czasami też sam fakt proszenia o pomoc wywołuje u nich nerwowość. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że eksperci są bardzo skorzy do pomocy, a profesjonalni tłumacze tworzą własne „książki telefoniczne” zawierające kontakty do takich ekspertów i używają ich potrzebując pomocy z dziedziny botaniki, architektury, kulinariów czy jakiejkolwiek innej. Poniżej przedstawię pewien tego przykład. W żadnym wypadku nie należy jednak zakładać, że wszystkie rodzaje kawałków mięsa są takie same, nawet gdy terminologia na to wskazuje. Sprawdzajmy to regularnie, w przeciwnym razie tłumaczony przepis okaże się niewypałem.
3) Miary
Szklanki czy gramy? Łyżeczki czy uncje? Jak doskonale wiadomo, na świecie istnieją różne systemy miar i nie wystarczy skierować czytelnika na stronę http://www.onlineconversion.com/, wpisać miarę z tekstu źródłowego i przepisać wygenerowaną przez ową stronę liczbę. Jeśli postąpimy w taki sposób, 2 szklanki okażą się 4,7317 dl, czy kiedykolwiek spotkaliście się z przepisem wymagającym 4,7317 dl mąki? W przypadkach, gdy miary muszą zostać zastąpione, istnieją dwie główne, możliwe strategie. Pierwszą możliwością jest zachowanie oryginalnych miar i dołączenie tabeli ułatwiającej ich konwersję na końcu książki. Z punktu widzenia czytelnika może okazać się to irytujące, ponieważ zmuszony on będzie przekartkowywać wiele stron między przepisem a tabelą. Jeśli jednak książka kucharska ma charakter poglądowy, a czytelnicy rzadko cokolwiek będą z niej gotować, rozwiązanie to wydaje się być odpowiednie. W przypadku typowo użytkowej książki kucharskiej, wspomniane rozwiązanie jest niepraktyczne. W tej sytuacji, należy stosować nowe miary odpowiednie do tych używanych przez czytelnika tekstu docelowego. Istnieją dwa sposoby realizacji takiego planu: całkowita zamiana miar oraz zamiana z zachowaniem miar oryginalnych. Całkowita zamiana polega na tym, że tłumacz lub ekspert testuje wszystkie składniki i zmienia miary w ten sposób, iż na przykład 4,7317 dl mąki zastępuje 5 dl mąki. Tłumacz musi wykazać się ostrożnością i upewnić się, że wszystkie nowe miary mają sens w kontekście przepisu oraz że wszystkie miary zostały zamienione. Przepis nie będzie dokładny nawet w przypadku gdy tylko jedna miara zostanie nieprawidłowo zamieniona, zwłaszcza jeśli chodzi o wypieki. Zamiana z zachowaniem miar oryginalnych jest kombinacyjną strategią w której zachowana będzie miara 5 dl mąki, a w nawiasie propozycja zamiany: 2 szklanki mąki. Może to czasami wprowadzać czytelników w zakłopotanie, więc powyższa strategia również jest rzadko stosowana.
4) Przyrządy kuchenne, garnki i patelnie
Podobnie jak w przypadku składników, niektóre kraje posiadają inne przyrządy kuchenne, garnki, patelnie i inne niezbędne narzędzia kulinarne, mogą również za pomocą zupełnie innych słów określać podobne rzeczy. Dla przykładu, pracowałem nad tłumaczeniem książki kucharskiej z języka szwedzkiego na język angielski i utknąłem na jednym, obecnym w niemal wszystkich przepisach słowie. Odnosiło się ono do specyficznego przyrządu kuchennego nie występującego w języku angielskim (prawdę mówiąc był to jeden z tych przyrządów których wynalezienie nie było tak naprawdę konieczne): „potatissticka” lub „pałeczka do ziemniaków” [z ang. „potato stick”] używana do sprawdzenia, czy gotowane ziemniaki są już odpowiednio miękkie. Sam używam do czegoś takiego widelca, pomyślałem jednak że powinienem upewnić się czy w anglojęzycznych krajach nie ma jakiegoś bliższego odpowiednika. Po pierwsze zapytałem kilka osób które znałem z tego, że lubią gotować – nikt z nich nie miał czegoś podobnego. Następnie poszedłem do sklepu sprzedającego przyrządy i książki kuchenne. Powiedziałem do sprzedawczyni: „może to zabrzmieć dziwnie, ale jestem tłumaczem pracującym nad pewną książką kucharską i chciałbym prosić o radę.” Sprzedawczyni potwierdziła, że w anglojęzycznych krajach nie ma czegoś takiego jak “pałeczka do ziemniaków”, ludzie używają w zamian wykałaczek, widelców, szpikulców lub termometrów do mięsa. W tym przypadku udało mi się w końcu parafrazować tłumaczony tekst, lecz jeśli chodzi o inne przyrządy zawsze należy wziąć pod uwagę fakt występowania odpowiednika. Ważne jest, by dowiedzieć się (na przykład pytając eksperta) jak jest naprawdę, jeśli mamy wątpliwości.
Podsumowując, sugeruję 1) posiadanie źródeł które pomogą nam swoimi podpowiedziami (szefów kuchni, innych tłumaczy, ludzi lubiących gotować, właścicieli sklepów), 2) byśmy nie bali się zmian wtedy, gdy jest to najlepsze wyjście, 3) testowanie i porównywanie oryginalnych przepisów z ich tłumaczeniami oraz 4) dołączanie glosariuszy, notatek, list zamienników i innych dodatkowych materiałów tam, gdzie jest to konieczne.
1) Dostępność składników
Pomimo rosnącej popularności samodzielnego gotowania oraz nowych trendów w doborze przypraw, sprawą oczywistą jest że nie wszystkie składniki dostępne są na całym świecie (w niektórych przypadkach dostępne są za niebagatelne sumy). Kilka lat temu, na przykład, pewne biuro tłumaczeń zaproponowało mi pozycję managera projektu tłumaczenia na język szwedzki dwóch książek kucharskich napisanych w Australii. Oczywiście, przepisy zawierały wiele składników specyficznych dla kuchni australijskiej lub kuchni azjatyckiej – o wiele bliżej Australii niż Szwecji. Niektóre z tych składników były nieobecne na szwedzkim rynku, więc wydawca zasugerował ich zamianę bez jakiejkolwiek informacji dla szwedzkiego czytelnika. Nie mogłem się na to zgodzić. Zamiana może być w niektórych przypadkach odpowiednim rozwiązaniem, lecz jej regularne stosowanie przez całą książkę (kucharską) prowadzi do zmian o wiele większych niż dopuszczalne. Dlatego też moją sugestią było zawarcie oryginalnych składników oraz listy możliwych zamienników. Przypomniałem również wydawcy, że trendy kulinarne zmieniają się tak szybko iż to co kiedyś było dostępne tylko w jednym kraju staje się nagle popularne i tym samym dostępne na całym świecie, a jeśli chcemy by tłumaczenie było aktualne jak najdłużej, musimy o tym fakcie pamiętać. Ostateczne tłumaczenie tych książek zawierało glosariusz wraz z propozycjami zamienników.
Należy jednak nadmienić, że nie wystarczy myślenie w kategoriach: „ten przepis wymaga homara, jednak jest on dość drogi i dość ciężko dostępny, więc zamiast niego wstawię krewetkę”. Podczas tłumaczenia przepisów tłumacz powinien jak najściślej oddawać treść oryginału, a jeśli pojawiają się pomysły na temat zmian, tłumacz zobligowany jest do wytłumaczenia ich powodów. Co więcej, tłumacz lub inna osoba związana z projektem powinna spróbować przyrządzić przepisy w ich oryginalnej formie, jak i wersje ze zmianami aby upewnić się że smak, wygląd, zapach i inne z pozoru nieważne cechy są zachowane.
2) Mięso
Podobnie jak przy pierwszym problemie, rodzaje kawałków mięsa nie zawsze są takie same w różnych krajach. Tłumacze, którzy są “łakomczuchami” lub tłumacze którzy podobnie jak ja nie jedzą mięsa, powinni ten fakt mieć na szczególnym względzie. Porady ekspertów lub odwoływanie się do literatury mogą okazać się dobrym rozwiązaniem. Dzięki wyszukiwarce Google znajdziemy tabele mięs, możemy również zasięgnąć porady szefów kuchni lub innych osób zainteresowanych tematem prosząc o ich radę. Wielu tłumaczy nie chce prosić o pomoc, czasami też sam fakt proszenia o pomoc wywołuje u nich nerwowość. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że eksperci są bardzo skorzy do pomocy, a profesjonalni tłumacze tworzą własne „książki telefoniczne” zawierające kontakty do takich ekspertów i używają ich potrzebując pomocy z dziedziny botaniki, architektury, kulinariów czy jakiejkolwiek innej. Poniżej przedstawię pewien tego przykład. W żadnym wypadku nie należy jednak zakładać, że wszystkie rodzaje kawałków mięsa są takie same, nawet gdy terminologia na to wskazuje. Sprawdzajmy to regularnie, w przeciwnym razie tłumaczony przepis okaże się niewypałem.
3) Miary
Szklanki czy gramy? Łyżeczki czy uncje? Jak doskonale wiadomo, na świecie istnieją różne systemy miar i nie wystarczy skierować czytelnika na stronę http://www.onlineconversion.com/, wpisać miarę z tekstu źródłowego i przepisać wygenerowaną przez ową stronę liczbę. Jeśli postąpimy w taki sposób, 2 szklanki okażą się 4,7317 dl, czy kiedykolwiek spotkaliście się z przepisem wymagającym 4,7317 dl mąki? W przypadkach, gdy miary muszą zostać zastąpione, istnieją dwie główne, możliwe strategie. Pierwszą możliwością jest zachowanie oryginalnych miar i dołączenie tabeli ułatwiającej ich konwersję na końcu książki. Z punktu widzenia czytelnika może okazać się to irytujące, ponieważ zmuszony on będzie przekartkowywać wiele stron między przepisem a tabelą. Jeśli jednak książka kucharska ma charakter poglądowy, a czytelnicy rzadko cokolwiek będą z niej gotować, rozwiązanie to wydaje się być odpowiednie. W przypadku typowo użytkowej książki kucharskiej, wspomniane rozwiązanie jest niepraktyczne. W tej sytuacji, należy stosować nowe miary odpowiednie do tych używanych przez czytelnika tekstu docelowego. Istnieją dwa sposoby realizacji takiego planu: całkowita zamiana miar oraz zamiana z zachowaniem miar oryginalnych. Całkowita zamiana polega na tym, że tłumacz lub ekspert testuje wszystkie składniki i zmienia miary w ten sposób, iż na przykład 4,7317 dl mąki zastępuje 5 dl mąki. Tłumacz musi wykazać się ostrożnością i upewnić się, że wszystkie nowe miary mają sens w kontekście przepisu oraz że wszystkie miary zostały zamienione. Przepis nie będzie dokładny nawet w przypadku gdy tylko jedna miara zostanie nieprawidłowo zamieniona, zwłaszcza jeśli chodzi o wypieki. Zamiana z zachowaniem miar oryginalnych jest kombinacyjną strategią w której zachowana będzie miara 5 dl mąki, a w nawiasie propozycja zamiany: 2 szklanki mąki. Może to czasami wprowadzać czytelników w zakłopotanie, więc powyższa strategia również jest rzadko stosowana.
4) Przyrządy kuchenne, garnki i patelnie
Podobnie jak w przypadku składników, niektóre kraje posiadają inne przyrządy kuchenne, garnki, patelnie i inne niezbędne narzędzia kulinarne, mogą również za pomocą zupełnie innych słów określać podobne rzeczy. Dla przykładu, pracowałem nad tłumaczeniem książki kucharskiej z języka szwedzkiego na język angielski i utknąłem na jednym, obecnym w niemal wszystkich przepisach słowie. Odnosiło się ono do specyficznego przyrządu kuchennego nie występującego w języku angielskim (prawdę mówiąc był to jeden z tych przyrządów których wynalezienie nie było tak naprawdę konieczne): „potatissticka” lub „pałeczka do ziemniaków” [z ang. „potato stick”] używana do sprawdzenia, czy gotowane ziemniaki są już odpowiednio miękkie. Sam używam do czegoś takiego widelca, pomyślałem jednak że powinienem upewnić się czy w anglojęzycznych krajach nie ma jakiegoś bliższego odpowiednika. Po pierwsze zapytałem kilka osób które znałem z tego, że lubią gotować – nikt z nich nie miał czegoś podobnego. Następnie poszedłem do sklepu sprzedającego przyrządy i książki kuchenne. Powiedziałem do sprzedawczyni: „może to zabrzmieć dziwnie, ale jestem tłumaczem pracującym nad pewną książką kucharską i chciałbym prosić o radę.” Sprzedawczyni potwierdziła, że w anglojęzycznych krajach nie ma czegoś takiego jak “pałeczka do ziemniaków”, ludzie używają w zamian wykałaczek, widelców, szpikulców lub termometrów do mięsa. W tym przypadku udało mi się w końcu parafrazować tłumaczony tekst, lecz jeśli chodzi o inne przyrządy zawsze należy wziąć pod uwagę fakt występowania odpowiednika. Ważne jest, by dowiedzieć się (na przykład pytając eksperta) jak jest naprawdę, jeśli mamy wątpliwości.
Podsumowując, sugeruję 1) posiadanie źródeł które pomogą nam swoimi podpowiedziami (szefów kuchni, innych tłumaczy, ludzi lubiących gotować, właścicieli sklepów), 2) byśmy nie bali się zmian wtedy, gdy jest to najlepsze wyjście, 3) testowanie i porównywanie oryginalnych przepisów z ich tłumaczeniami oraz 4) dołączanie glosariuszy, notatek, list zamienników i innych dodatkowych materiałów tam, gdzie jest to konieczne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)